Tak źle i tak niedobrze 3
lis

Nie posiadam życiowej partnerki, a tym bardziej aspirującej na przyszłą mogłaby wychowywać ze mną córkę. Może to i ok., ponieważ nie dość, że wbrew 28 wiosen nie czuję się bynajmniej na posiadanie dzieci gotów, to miałbym okrutny kłopot z wybraniem dla niego imienia. Z jednej strony pragnąłbym żeby mój prawdopodobny przyszły syn lub córka miał pospolite, polsko brzmiące imię, jak Bronisław, Janusz lub też Zbigniew, ale z kolei nie wiem czy te imiona, trochę już staromodne w obecnych czasach, w ogóle już staną się niemodne za następnych 10 lat. A przeca ani jeden dorosły nie chciałby być znielubiany przez swoją pociechę, tylko z powodu tego, że nie chciało mu się wytężać i poświęcić choć trochę czasu nad pochyleniem się nad najbardziej idealnym imieniem. Co z tego, iż lubię Kevin, gdy po pierwsze w polskim alfabecie nie pojawia się litera ,v”, a poza tym zwykle łączyć się będzie z rozrabiaką z zagranicznej komedii puszczanej w polskiej telewizji kolejnej Gwiazdki. A gdy przydarzy się dziewczynka? Nie wiem czy na torcie urodzinowym z okazji jej wejścia w dorosłość w roku 2028 radowałaby się, gdyby miała zamieszczone Sonia, Ewa, Katarzyna czy może Britney. Moi drodzy, a czym wy się kierowaliście dając imię dla swoich maluchów? Analizowaliście znaczenie pojedynczych imion w książkach czy może wyszukiwaliście wielkich osobowości o takim samym imieniu? Bardzo jestem ciekaw jak to robią teraźniejsi młodzi rodzice.



Leave a Reply