Wrocławskie pustkowie 21
paź

Ależ się we Wrocku narobiło. Co po niektórzy starsi kibice pewnie wspominają koniec lat 80.-tych, będących dla wrocławskiego sportu niezmiernie urodzajne. Stolica Dolnego Śląska, posiadała wówczas nie tylko swych przedstawicieli w najwyższych ligach najbardziej popularnych konkurencji sportowych, lecz także śmiało można rzec, że w każdej z nich była w czołówce. Zdarzył się wszak nawet taki rok, kiedy najbardziej popularny wrocławski klub sportowy Śląsk wywalczał mistrzostwo w kilku sekcjach jednocześnie – w 1976 roku był mistrzem w baskecie, szczypiorniaku oraz piłce kopanej, osiągał czołowe miejsca w ciężarach, zapasach, pływaniu czy boksie. Udane sezony jednak się skończyły, a kto wie czy jeszcze kiedyś nadejdą. Jak sytuacja we wrocławskim sporcie ma się teraz, większość pewnie wie. Koszykówka, jako sport niszowy, zebrał w turon Basket Lidze zespoły z małych i średnich miast, dla siedemnastokrotnych mistrzów Polski zabrakło w niej miejsca. Oczywiście z powodu tego, iż dwa lata temu zbankrutował i od tamtej pory nikt nie chce (albo nie wie jak) go reaktywować. Tak samo jak z koszykarskim Śląskiem sprawa się tyczy z tym, który jest kilkunastokrotnym mistrzem kraju w szczypiorniaku. Piłkarze ręczni Śląska podzielili los koszykarzy i nie wiadomo co z nimi będzie. Siatkówka jest we Wrocławiu zupełnie nieobecna, a choć futbol wciąż we Wrocławiu jest, co to za byt… Gracze Oresta Lenczyka za jego kadencji potrafią tylko remisować, wcześniej za Ryszarda Tarasiewicza dostawali z każdym. Arena na Euro 2012 jest w zaawansowanej budowie i po mistrzostwach Europy ma służyć właśnie piłkarzom Śląska. Problem w tym, iż jeżeli wrocławscy zawodnicy dalej będą uderzać piłkę piszczelami, to piłkarska arena będzie służyła pierwszoligowcom. A to byłby przecież istny przerost formy nad treścią. Niedobrze się dzieje z tym dolnośląskim sportem, oj niedobrze źle. Formę utrzymują już chyba tylko żużlowcy Betardu, choć i ci od dawna nie wywalczyli złota.

 

 

 

 

 

 

 

 



Leave a Reply